Zawieszeni na wizerunkach

Co się będzie nosić w tym sezonie politycznym? Wnosząc z rozmaitych zapowiedzi, w modzie będą przede wszystkim wizerunki. Prace nad zmianami wizerunków trwają od dawna i teraz zapewne zobaczymy efekty.

Jako pierwsze nowy wizerunek ma nam pokazać PiS. Po intensywnych szkoleniach w tej partii wytypowano grupę, która ma mieć wizerunek uwodzicielski dla nowego wyborcy, którego oczywiście trzeba pilnie pozyskać, bo przecież idą wybory, na razie do Parlamentu Europejskiego, ale jednak wybory. Na nowy wizerunek mają się złożyć takie osoby jak Jacek Kurski, Paweł Kowal, Elżbieta Jakubiak, Aleksandra Natalli - Świat, Jan Ołdakowski i jeszcze kilku innych działaczy. Mają natomiast zniknąć wizerunki panów Gosiewskiego (nie wierzę, aby łatwo się poddał, w końcu waleczny jest), Suskiego czy Kuchcińskiego. Nic na razie nie słyszymy o wizerunku samego prezesa, ale nie bardzo wiem, jak by można go zmienić.

Otóż z nowymi wizerunkami jest ten kłopot, że są one używane od dłuższego czasu. I co? Już prawie zapomniałam jak wygląda na przykład pan Kuchciński, a nowej jakości nie widać. Można nawet powiedzieć, że im dłużej nowe wizerunki są w grze, tym bardziej przypominają wizerunki stare, które mają pójść w odstawkę.  Obok ludzi ma być jednak także program, traktujący już nie o walce z układem, bo ten temat ma słabe branie, ale gospodarczy, antykryzysowy, napisany przez wielu różnych ekspertów o rządowym doświadczeniu. Ten fakt jest pocieszający o tyle, że kto ma jako takie doświadczenie rządowe - powinien mieć mniejszą skłonność do opowiadania głupstw. Są jednak i tacy (na razie, dopóki programu nie ogłoszono, nazwisk nie wymienię, ale mam już swoich faworytów), którzy funkcje rządowe piastowali, a mówią prawie wyłącznie głupstwa. Ważny jest jednak nie tylko program, ciekawsza być może będzie praktyka opowiadania o nim. Wówczas dopiero zobaczymy, czy pieniądze przeznaczone przez PiS na wynajęcie willi w Klarysewie były inwestycją opłacalną.

Nowy wizerunek pokaże też prezydent. Przedsmak tego zobaczyliśmy już w noworocznym orędziu, gdzie pan prezydent zechciał być od wszystkich Polaków, a nie tylko od niektórych. Jeżeli jeszcze zrezygnuje z walki o wyjazdy na szczyty Unii Europejskiej, będzie szanował konstytucyjny przepis, że to Rząd prowadzi politykę zagraniczną i każdą inna, i na dodatek będzie wetował w sposób bardziej umiarkowany niż czynił to pod koniec roku. Może operacja częściowo się powiedzie, chociaż doświadczenie uczy, że bracia Kaczyńscy są sobą, gdy są naturalni, ze wszystkimi swoimi kompleksami, urazami i poczuciem misji. Sztuczność mogą przywdziać na chwilę i widać, że źle ją znoszą. Być może wraz z prezydentem wizerunek zmieni też jego otoczenie. To jest właściwie jeden z warunków zmiany wizerunku prezydenta. Nie ukrywam, że z dużą ciekawością czekam zwłaszcza na zmianę wizerunku szefa kancelarii, pana Kownackiego. Na bardziej mu przystojną, naturalną. Na razie gra nie dla siebie napisaną rolę i dziwne, że tego nie widzi.

Wizerunek zmieni też, a może jedynie go ujednolici, SLD. Po zapowiedzi wybicia zębów i stępienia pazurów Wojciechowi Olejniczakowi będzie to zapewne wizerunek pana Grzegorza Napieralskiego, który, trzeba to przyznać, też już się zmienia. Staje się bardziej rozważny, czasem nawet bardziej powściągliwy w słowach, choć bywa, że temperament go jeszcze ponosi. Na przykład wówczas, gdy zamawia u jednego lewicowego politologa, dr Chwedoruka, coś, co przedstawia jako obiektywny i ciekawy raport i wymachuje nim, jakby jakimś słowem objawionym, choć to raczej politologiczny gniot o czysto instrumentalnym, antyolejniczakowym celu.

Być może zresztą ten temperament bardziej ponosi jego młode otoczenie niż jego samego. Zapewne trzeba raz, dwa razy przegrać jakąś stawkę, aby nabrać nieco respektu dla otaczającej rzeczywistości. Jeżeli panu Napieralskiemu uda się na przykład stworzyć jedną lewicową listę do Parlamentu Europejskiego - uznam to za jego sukces. Aby tego dokonać, będzie musiał zweryfikować wiele wcześniejszych przekonań, zwłaszcza to, że jedynym ważnym lewicowym ośrodkiem jest SLD, który nie musi się niczym przejmować, bo inni i tak przyjdą prosić o miejsca na listach.

Kto wie, czy w ogólnej pogoni za nowym wizerunkiem nie weźmie też udziału też udziału PO, a już zwłaszcza premier. Ku mojemu niekłamanemu zdumieniu premier pod koniec roku często oświadczał, że największą jego porażką w roku ubiegłym była podróż do Ameryki Południowej, na ważne światowe spotkanie. Nie wiedzieć czemu wydawało mi się, że o wiele bardziej dotkliwe było skuteczne prezydenckie weto wobec ustaw o ochronie zdrowia. W końcu padła jedna z ważnych reform, która ma być teraz realizowana metodą bardziej chałupniczą. Tymczasem premier najwyraźniej myślał o owej niezbyt twarzowej czapeczce, w jaką go przystrojono, czyli myślał bardziej o wizerunku.

Wizerunek ma zmienić też telewizja publiczna. Jej twarzą nadającą zasadniczy rys wizerunkowi nie będą na razie ani pan Urbański, ani pan Siwek, ale pan Farfał wraz z panem Rudomino. Na razie ten wizerunek, zwłaszcza w mediach prawicowych, mają fatalny, ale kto wie, co będzie dalej? Lewica zresztą też tego wizerunku nie pochwala, bo przecież Farfał to wszechpolak (może były wszechpolak?), a więc lewica z natury musi demonstrować obrzydzenie do takiego właśnie wizerunku, choć być może rzeczywistego obrzydzenia nie czuje, gdyż pojawienie się ludzi praktycznie bezpartyjnych na czele mediów publicznych było postulatem w zasadzie wszystkich ugrupowań.

Panowie z TVP na nowy wizerunek muszą jednak dopiero zapracować. I tylko ludowcy, jak na partię z ponad stuletnią tradycją przystało, nic zmieniać nie muszą. Waldemar Pawlak w mundurze strażaka czy bez niego prezentuje się bardzo godnie, jego wicepremierostwo ambicje PSL zaspokaja i każda zmiana takiego wizerunku mogłaby być dla elektoratu szokiem. Tak więc ludowcy nosić się będą wizerunkowo najbardziej konserwatywnie.

***

Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne. Odwzajemniam je życząc Państwu wszelkiej pomyślności, zwłaszcza zaś tego, co jest największym życzeniem każdego z Was. Oczywiście życzę też sobie, żebyśmy się na tym blogu spotykali, nawet jeżeli zdarza mi się pisać rzadziej. Nie podjęłam jednak noworocznego postanowienia, że będę pisać częściej, gdyż nie lubię zobowiązań, których dotrzymywać się nie da. Piszę w miarę możliwości i gdy coś jest do napisania. Czasem, przyznaję, te jednodniowe sensacje, którymi żyją media, nie są w stanie wprawić mnie w taki zapał, aby usiąść przy komputerze. Także niektórzy bohaterowie mocno mnie już nudzą. Może wizerunkowo odrodzeni staną się ciekawsi?

Kadettowi dziękuję za bardzo zgrabną kolędę.

Dziecku - bessy dziękuję za link do interesującej sprawy Mielca. Tak na marginesie - od dawna jest dla mnie zadziwiająca wielka kariera pan posła Poncyliusza, zresztą bardzo sympatycznego i pracowitego parlamentarzysty, który choć bardzo się stara, to słabo pasuje do PiS. Być może dlatego czasem bierze udział w populistycznych wyścigach. Jako znawca gospodarki bywa jednak często dość bezradny. Szczególnie urzeka mnie jego ciągle powtarzana opowieść, ile to zrobił dla stoczni i że minister Grad już pierwszego dnia powinien był pojechać do Brukseli i błagać o ratunek. Podobno sam Poncyliusz jeździł i błagał. Czy wie, co mówi? Czy jest coś gorszego niż minister zupełnie nieskuteczny?

Przyłączam się do “plusa”, jakiego ministrowi Boniemu wystawił cargo, ale nie lekceważyłabym pani minister Fedak. Sądzę, że wiele opinii o niej bierze się stąd, że jest z PSL, a obowiązuje taki schemat, że jak ktoś jest od ludowców, to znaczy - niekompetentny. Pani Fedak wygląda na kobietę rozsądną, wiem, że wielu ministrów ją ceni i dziś nawet z pewnym zrozumieniem patrzę na jej bardzo kontrowersyjny występ w sprawie emerytur pomostowych dla nauczycieli. Być może dał on początek kompromisowi, który w końcu całą ustawę uratował? Nie wiem, ale nie wykluczałabym, że tak właśnie było.

Lex, zgrywus. r. piszą o TVP, która to sprawa stała się tak interesująco - bulwersująca przed samymi świętami, a także po nich. Otóż skutkiem dziwnego zbiegu okoliczności, zapewne przez kogoś podreżyserowanego stało się tak, że mamy władze telewizji najmniej partyjne, być może nawet od czasów Andrzeja Drawicza. Tematu telewizji, o czym Państwo pisaliście sporo, m. in. przeciek, nie rozwijam, gdyż na ten temat piszę w najnowszej “Polityce”, a bardzo nie lubię powtarzać tych samych tekstów. Szkoda, że umykają nam zmiany w Polskim Radiu, gdzie wprawdzie nie wszechpolak stoi na czele, ale człowiek Marka Jurka i ekipa “Christianitas” rozwija się w tym medium publicznym bardzo dobrze. Ciekawe, czy transmitowane będą msze po łacinie, jako bliskie tej grupie?

Widzę, że ciągle porusza Państwa sprawa tytułu Dziennikarza Roku dla red. Rymanowskiego, którego chyba tylko Aga wzięła w obronę. Bronicie państwo red. Pacewicza, i słusznie, bowiem stał się celem wyjątkowo chamskich ataków. Jeżeli poczyta mój blog, powinien mieć sporo satysfakcji. Dlaczego podpisałam list - już wyjaśniałam i nie mam nic do dodania. Niektórzy to wyjaśnienie przyjęli, inni nie. Trudno, czasem musimy się różnić. Nie pokładam większych nadziei, że Pacewicz czy nasz list spowodują ciekawą i jakoś tam ożywczą dla środowiska dyskusję o kondycji dziennikarstwa. Po zmianach w telewizji widać było w jak histeryczny nastrój wpadli prawicowcy (najwyraźniej przestraszeni, że ich nieco w mediach publicznych “rozgęszczą”, co zapewne nie nastąpi, choć będzie większa równowaga wśród zapraszanych polityków nie jest wykluczona), ale nie tylko. Widocznie dla wszystkich stan obecny jest wygodny, bo każdy okupuje jakąś pozycję, a zajmowanie się własnymi środowiskowymi problemami sobą też miewa uroki, bo można kogoś sponiewierać, na kogoś powylewać frustracje lub przynajmniej popisać się czymś, co (przeważnie w mniemaniu samego autora) ma być zabawne, a przy okazji dokopać temu, kogo się uznaje za politycznego wroga.

Mnie zdumiewa pewien fenomen - nie dziwię się, gdy stylistykę stanu wojennego odnajduję w tekstach tych po 60- tce. Oni ten język, te porównania, to stosowanie liczny mnogiej i różne inne chwyty mające poniżyć pamiętają. Ale skąd tak dobrze te techniki znają ludzie bardzo młodzi, którzy w życiu nie mieli w ręce “Żołnierza Wolności”? A jednak okazują się prawdziwymi mistrzami w stosowaniu tych samych chwytów, specjalizują się w takiej samej temperaturze politycznego boju. Najwyraźniej zasób propagandowych narzędzi jest mocno ograniczony i zawsze w końcu następuje powrót do “źródeł”.

Marku Piegusie, poprzednio pisząc o liście w sprawie Rymanowskiego nie mówiłam, że chodzi mi o jakąś jedność środowiska, bo to bzdura, ale raczej o uszanowanie pewnej tradycji i głosu poważnej części środowiska. Możemy oczywiście oceniać gusta i guściki tego środowiska, uznawać, że samo sobie wydaje świadectwo, głosując jak głosuje, ale nie mogę dezawuować tych, którzy kiedyś ten sam tytuł przyznali między innymi Jackowi Żakowskiemu czy mnie. Wiele decyzji dla wielu było kontrowersyjnych, choć wówczas podziały nie były tak ostre.

Mestwinus ma sporo racji pisząc o swoistej apologii “GW” w wykonaniu red. Pacewicza. Mnie też ona raziła, gdyż nie zauważył, iż dziennikarze piszący też ten tytuł zdobywali, choć oczywiście królowały telewizyjne twarze. Ja na przykład uważałam, że red. Wojciech Jagielski, właśnie z “GW”, powinien był ten tytuł zdobyć, moja redakcja go zgłaszała, ale go nie zdobył i wygrywali gorsi, ale taka uroda tego tytułu.

Katarzyna trafnie opisała syndrom “szklanych wieżowców”, czyli polityków oderwanych od rzeczywistości - to się nazywa alienacja władzy. Ja wchodząc do gmachów przy ul. Wiejskiej mam często wrażenie, że to jakiś dziwaczny statek płynący swoim własnym kursem, który tak kołysze, że po dwóch, trzech godzinach trzeba schodzić z pokładu, by się nie poddać tej atmosferze i nie zwariować.

Dobrze, że sawa przypomina, że poprzednia ustawa medialna obalona przez prezydenckie skuteczne weto wcale nie była taka zła. W ostatecznej, już uchwalonej wersji była to zupełnie przyzwoita ustawa, która padła ofiarą gier politycznych wewnątrz SLD, a także - nie maco ukrywać - początkowej arogancji PO, która uznawała, że Sojusz musi ją poprzeć. Myślę, że największą rolę odegrały jednak ambicje Roberta Kwiatkowskiego, by pognębić Iwonę Katarasińską.

AKwz53, gdybym miała wybrać odpowiedzi na pytanie mające zobrazować upadek TVP, postawiłabym na całkowity zakaz wyświetlania “Czterech pancernych”, chociaż pytanie, czy wyświetlać z komentarzem - też jest niezłe. Autor komentarza musi być jednak z IPN, i to ze ścisłej IPN-owskiej gwardii. Myślę, że zabawa byłaby niezła.

Blaise - sporo trafnych spostrzeżeń i gorzkiej prawdy na temat wystąpień publicznych Stefana Niesiołowskiego, Julii Pitery czy Michała Kamińskiego. Mnie jest szczególnie czasem przykro, gdy słucham marszałka Niesiołowskiego, którego znam od Sejmu kontraktowego i którego cenię.

Szestow jest srogi dla Palikota, a ja przeciwnie. Mam nadzieję, że Palikot się nie opamięta, ale dalej będzie walczył z hipokryzją, także wśród swoich kolegów polityków.

Sporo miejsca zajęła niektórym spośród Państwa sprawa moich czerwonych paznokci. Problem wysunął paolo, któremu się nie podobają. Przykro mi paolo, moje paznokcie są moją dumą i nic tu nie zmienię. Czasem zmieniam kolor, gdyby Pan chciał - mogę zaprezentować ciemny brąz albo ciemnoczerwoną wiśnię. I nic ponadto.

Magdo W. - dzięki za obronę, ale mój redaktor naczelny niczego mi w kwestii stroju nie nakazuje i nawet nie wiem, czy zauważa, w jakim kolorze i jakiej długości mam paznokcie. Obawiam się, że nie. Ku mojemu żalowi zresztą, gdyż pewna próżność występuje u każdego.

W kwestii zwracania się do pani Danuty Huebner per “pani Danuto”  (to też problem paolo) napiszę tyle, że znamy się od bardzo dawna i nie widzę powodów, aby udawać, że jest inaczej. Tak się zresztą umawiałyśmy, że nie będzie per “pani komisarz”, tylko właśnie  - pani Danuto, pani Janko. Tego starałam się trzymać.

Dodano: 6 Jan 2009

Wirus samozagłady

I stało się. Medialna koalicja PiS z Samoobroną i LPR zadusiła się własnymi rękami. Dla mnie, nie ukrywam, jest to wiadomość dość przyjemna. Media publiczne we władzy dawnego Wszechpolaka? Tego jeszcze nie było. Widocznie i przez to musimy przejść. Najwyraźniej PiS ma w sobie jakiegoś wirusa samozagłady. Podobno już byli pewni, że przejmą cała władzę w telewizji, która była ponoć potrzebna na wybory do Parlamentu Europejskiego, i niejakiego Farfała zawiesili, a Farfał wyciął im numer i pozawieszał wszystkich innych. Najwyraźniej wziął sobie za doradcę Romana Giertycha, który jest mistrzem takich gier.

Z nowym prezesem (prof. Sołtysiński, jakby nie było, znawca kodeksu handlowego, mówi, że Urbański w świetle prawa nie jest już prezesem, a więc wysoce prawdopodobne, że jednak ten fotel stracił) jest trochę tak, jak z aferą zwaną gruntową. Miano obalić Leppera, ale zdarzyło się, że obalono przy okazji cały rząd. Czy ktoś był sprytniejszy, czy afery nie było, tego do dziś nie wiemy. W rozgrywkach tamtego koalicyjnego trójkąta sprytu nigdy nie brakowało. Każdy każdego chciał ograć. Teraz ograli się wszyscy do końca.

Najciekawsze jest jednak to, że ci, którzy jeszcze niedawno wołali, że rząd, poprzez ministra skarbu, nie może mieć absolutnie żadnego wpływu na media publiczne, teraz głośno wołają, by minister skarbu natychmiast ustanowił kuratora, nazywanego potocznie komisarzem. Czyli postulują, by całą władzę w mediach publicznych przejął rząd. Może najlepiej od razu wysłać syndyka do likwidacji? Nie byłoby to wcale takie głupie. Rząd się jednak - i słusznie - nie spieszy. Niech ta sprawa rozplącze się albo poprzez nową ustawę, albo rękami tych, którzy aferę zamotali. Niech rząd i koalicja trzymają się od niej z daleka, nie wiadomo bowiem, kto jeszcze kogo odwoła, a kto kogo zaskarży. Niedługo już cała była władza, a także część obecnej - w osobie prezydenta ścigającego Palikota, uwikła się sądowe procesy i na polityczną działalność czasu mieć nie będzie. Może zresztą wszyscy są już odwołani, albo wszyscy są legalni.

Rozumiem, że święta to czas gotowania bigosu, ale takiego bigosu, jak w mediach publicznych, nikt nie ugotuje. Jeżeli trzeba było skompromitować ideę mediów publicznych do końca i pozbawić je resztek abonamentu, stało się to właśnie na naszych oczach. A może jednak abonament warto płacić. Kto jeszcze taki spektakl nam zafunduje? Kiedyś mówiło się, że Mrożek by tego nie wymyślił, jak się okazuje życie już dawno przerosło kabaret. Mrożek rzeczywiście by tego nie wymyślił.

Początek całego procesu, który wieńczy obecna kompromitacja, był bardzo świąteczny. Trzy lata temu, tuż przed Nowym Rokiem (jakoś w polityce sporo dzieje się w okolicach świąt. Jakby politycy, wiedząc, że na chwilę znikną, chcieli pozostawić niezatarte wspomnienia) błyskawicznie zmieniano ustawę, aby odwołać dawną Krajową Radę i ustanowić swoją. Pamiętam przemawiającego z sejmowej trybuny posła Jarosława Sellina, wówczas wiceministra kultury, który zmiany rekomendował. Pamiętam żarliwą obronę PiS-owskich pomysłów przez posłów zwanych prezydenckimi. Do dziś zresztą twierdzą, że żadnego skoku na media nie było. Ot, odbyła się normalna demokratyczna procedura, bo generalnie PiS posługuje się metodami wyłącznie demokratycznymi. O tym, co później powiedział Trybunał Konstytucyjny, nikt już nie chce pamiętać.

Ciekawy w tym całym zamieszaniu jest pan prezydent, który twierdzi, że żadnego wpływu na media nie ma, ale dziwi się, że pan Farfał dogadał się z panem Rudomino. Prezydent ma nadzwyczajną pamięć do nazwisk, które go przecież absolutnie nie interesują. Wątpię, by znalazło się wielu, którzy z nazwiska wymienią członków KRRiT, rad nadzorczych radia i telewizji, członków zarządów. A prezydent je zna i nawet się dziwi, że ktoś z kimś się dogadał. Znaczy, wie więcej. Może się jednak interesuje? Prezes PiS też się dziwi, gdyż oczywiście nie ma żadnego wpływu na media. Pytanie tylko, kto ustanawiał prezesów, rady nadzorcze, zarządy, KRRiT? Wzięły się z księżyca, czy też oddelegowani zostali bardzo konkretni ludzie do bardzo konkretnych zadań? A że się nie sprawdzili, to już zupełnie inna sprawa. Nie znam zresztą takich, którzy mogliby sprostać wysokim oczekiwaniom prezydenta i prezesa PiS.
Mam też nieco gorzką satysfakcję, gdyż opowiadałam się za odrzuceniem weta prezydenta do ustawy medialnej, która wcale nie była taka zła, jak ją przedstawiano. Wtedy jednak ostro pograł pan Napieralski i weto obronił. Gdyby zostało odrzucone, dziś bylibyśmy w innej sytuacji. Byłyby konkursy na stanowiska i rekomendacje różnych środowisk. Oczywiście, nie byłoby żadnych gwarancji, że wszystko przebiegałoby nie-partyjnie, że nikt niczego by nie zawłaszczał, że koalicja nie chciałaby dokonać skoku na media. Takie ruchy byłyby jednak trudniejsze do wykonania. W każdym razie nie byłoby takiej kompromitacji, jak obecnie.
Może jednak wszystko, co jest resztówką państwa PiS i dawnej koalicji, musi się ze szczętem skompromitować, wypalić, aby oczyścić pole do zmian. Szczęśliwie, kompromituje się w sposób na tyle groteskowy, że nawet nieco radości dostarcza.

Nie zostawili Państwo na mnie suchej nitki, gdyż podpisałam się pod listem Dziennikarzy Roku z różnych lat w sprawie Pacewicz kontra Rymanowski. Markowi Piegusowi nawet szczęka opadła, gdy zobaczył moje nazwisko, inni zwymyślali mnie porządnie.

Na początek wyjaśnienie dla JKJK - nie wiem, dlaczego i kiedy Grzegorz Miecugow informował, że wycofałam swoje nazwisko spod listu. Nie zrobiłam tego i nie zrobię, choć być może po przeczytaniu wywiadu red. Rymanowskiego w poniedziałkowej ?Rzeczpospolitej? miałabym powód, by to zrobić. Tyle samozadowolenia i ani odrobiny refleksji, że aż przykro. Powiedziałam o tym otwarcie z radiowym Poranku. Mam nauczkę, by już nigdy nie podpisywać żadnych listów. Podpisałam drugi w życiu. Autorami poprzedniego także byli Dziennikarze Roku, a rzecz dotyczyła obrony Sekielskiego i Morozowskiego, po nagonce, jaką część mediów im zgotowała po nagraniu taśm Renaty Beger. Gdy dziś obserwuję ich karierę mam wrażenie, że mój podpis szczęścia jakoś nie przynosi. Ci, którzy mnie besztają, niech najpierw przeczytają list. Nie mam wrażenia, aby była to jakaś szczególna obrona Rymanowskiego (tytuł “hieny roku” czy “hien roku”, którym Państwo tak szafujecie, zarezerwowałabym jednak dla innych niż Rymanowski). List ma stanowić raczej upomnienie się, aby nie atakować ostatniej nagrody, która, chociaż niedoskonała, jakoś skłócone środowisko łączy, bo jest wynikiem głosowania kilkudziesięciu, a może nawet setki redakcji. Wynik tego głosowania może się nie podobać, mnie też nie zawsze się podobał, ale takie są po prostu reguły. List jest wynikiem kompromisu, z którego większość podpisujących nie jest zapewne zadowolona. Taka już “uroda” kompromisu. Mnie na przykład zabrakło wyraźnego potępienia haniebnych ataków na red. Pacewicza, zawłaszcza w dzienniku “Polska”, gdzie autor dał popis dziennikarstwa rodem z czarnych czasów PRL. Wydawało mi się ponadto, że w skonfliktowane środowisko nie ma potrzeby wrzucać jeszcze jednego sporu, przy tej właśnie okazji. Jest sporo innych, aby powiedzieć, co myślimy o stanie dziennikarstwa. Może byłam naiwna? Dziś zresztą uważam, że bardziej trzeba bronić red. Pacewicza niż Rymanowskiego, i żałuję, że sam laureat tego nie robi, bo powinien. Ja na jego miejscu wstydziłabym się takich “obrońców”, jacy pojawili się w różnych mediach. No cóż, kwestia smaku. Nie mam nic wspólnego z “GW” ani z TVN (nie pracuję tam, nie piszę, nie występuję), dlatego często nie rozumiem zapału niektórych dyskutantów, podobnie jak i emocji części spośród Państwa. Mam nieco większy dystans do tej sprawy. Swojej, niejednokrotnie wyrażanej, opinii o stanie dziennikarstwa nie zmieniam. I tyle o liście, nie mam na ten temat nic więcej do powiedzenia. Zwłaszcza, że, jak się okazało, nie przyczynił się on do żadnej poważnej dyskusji o kondycji mediów. Przeciwnie, ujawnił wiele chamstwa, przy którym artykuł red. Pacewicza jest szczytem kultury. Państwa krytyczne uwagi przyjmuję do wiadomości, zachowując prawo do własnych ocen.

Ze spraw innych. Sporo dyskutowaliście Państwo o “pomostówkach”. Nie potrafię odnieść się do wszystkich wpisów, między innymi do obszernego wpisu rowi, ale mój pogląd jest następujący - uważałam i uważam dalej, że rząd, który odważy się zreformować do końca system emerytalny, będzie niezwykle zasłużony, obojętne czy byłby to rząd SLD, PiS czy PO. Odważył się rząd PO-PSL, i chwała mu za to.

Leszek ciekawie przedstawił nam sytuację w Holandii, dzięki. Można się sporo nauczyć. Dzięki również za wspaniałe zdanie, że “suma dobrobytu to suma płaconych przez obywateli podatków”. Święta prawda.

Rowi chciałby dalszej “solidnej debaty”. Ja tę debatę znam od lat i uważałam, że potrzebne są decyzje, a nie debatowanie. Od dawna upominam się też, czego dowody w artykułach w “Polityce”, o reformę emerytur mundurowych i KRUS (Państwo też o tym piszecie), chociaż wiem, że są one praktycznie nie do przeprowadzenia, bo prezydent ma w swej pieczy wojsko, a PSL wieś. Dlatego w sporze między Olejniczakiem a Napieralskim byłam po stronie Olejniczaka, który myślał interesem państwa (jest coś takiego, mimo wszystko).

Nie zgadzam się więc z szestowem, że Olejniczak chodzi na pasku PO. Takie myślenie, to nieporozumienie. Nie rozumiałam natomiast, jakimi przesłankami kierował się Napieralski, gdyż nie podawał sensownych argumentów, najwyraźniej niewiele wiedział. Jedynym było zajęcie innego stanowiska niż Olejniczak. Tak się nie uprawia polityki. Uważam, że totalną opozycyjność praktykuje PiS i nie ma co tej partii naśladować, bo daleko się nie zajedzie.
Zresztą, wiele wet prezydenckich zostało popartych. Trochę zdziwiło mnie, że Sojusz poparł odrolnienie gruntów, gdyż to akurat wydawało mi się wątpliwe. Jeżeli idzie o kwestie emerytalne, to za skandal uważam odebranie emerytur tzw. byłym esbekom i członkom WRON, zwłaszcza zaś tym, którzy zostali pozytywnie zweryfikowani w 1990 roku i dobrze pracowali, często na bardzo wysokich i odpowiedzialnych stanowiskach. To przecież horror obniżać emeryturę człowiekowi, który był szefem wywiadu za rządów AWS, bo był w wywiadzie PRL! Był godny, aby zajmować takie stanowisko w RP, a nie jest godny emerytury? Takich przykładów jest dużo. Coś mi się zresztą wydaje, że ci szeregowi funkcjonariusze wcale nie mieli wysokich emerytur. Dostałam dość dramatyczny list od kobiety, przedstawiającej się jako ?żona byłego esbeka?. Emerytura raczej głodowa. PO przestraszyła się PiS, chciała jakoś pomostówki opakować i uchwaliła potworek prawny, który, mam nadzieję, polegnie w TK.
Czy Napieralski jako szef SLD ma przyszłość, bo jak widzę ma wśród Państwa zwolenników? Ma, pod warunkiem, że zacznie się uczyć i przestanie wierzyć, że mieć oddany aparat, to mieć wszystko. Jeszcze długa droga przed nim, ale przecież ma czas. Na razie na lewicy nie ma ciekawych nowych ludzi i to jest problem.

PIRS rzeczywiście wspaniale rozwinął pomysł Palikota urządzenia muzeum IIV RP. Makieta peronu we Włoszczowej koniecznie powinna się tam znaleźć, podobnie jak wyjaśnienia posłów, dlaczego nie było ich na głosowaniu. W ogóle cały wpis znakomity i widzę, że Państwu też się podobał. Słuszna jest uwaga Jean Paula, że PIRS powinien zostać kustoszem takiego muzeum.

Dziękuję Lexowi za kolejne pouczenie w sprawach prawnych, ale ja jednak będę używać języka potocznego i powiem, że Ziobro został ukarany a nie zasądzony (czy jakoś tak). Prawnicy też powinni nauczyć się mówić językiem zrozumiałym. Uważam zresztą, że to wielka słabość wymiaru sprawiedliwości. Ludzie nie rozumieją procesów i wyroków, często nie z powodu nieznajomości prawa, ale właśnie z powodu języka, który czasem jest wręcz śmieszny.

Rozumiem zaniepokojenie z Berlina, że nie przejmuję się chamstwem na blogu, bo chamstwo trzeba zawsze tępić. Co jednak mam zrobić? Cenzurować wpisy? Ponadto uważam, że dobrze, gdy pojawiają się różne opinie, nawet gdy wyrażane są głupio czy nadmiernie agresywnie, z wyzwiskami. Jak rozumiem, taka jest uroda Internetu. Zresztą, gdy zaglądam na różne fora widzę, że u nas panuje wyjątkowa kultura. Sądzę, że administrujący blogiem odrzuca to, co w ogóle się do publikacji nie nadaje.

Waldemarze - Szczecin ma rzeczywiście wyjątkową rękę do kreowania liderów. W poprzedniej kadencji był jeszcze Piskorski z Samoobrony. Zawsze miałam wrażenie, że każdy z nich mógłby być w dowolnej partii.

To tyle, proszę Państwa, na dzisiaj. Pozostaje mi życzyć wszystkim miłych, udanych świąt, odpoczynku od polityki i związanych z nią emocji. Miejmy trochę więcej dystansu do różnych wydarzeń nawet, jeżeli nas maksymalnie denerwują. Mam nadzieję na spotkanie jeszcze przed Nowym Rokiem, więc na razie tylko życzenia świąteczne. Na noworoczne przyjdzie czas.

Dodano: 23 Dec 2008

“Pomostówki” - zadanie znów wykonane

Już dawno nie słyszałam nic równie pokrętnego, niemerytorycznego i niezrozumiałego, a na dodatek nieprawdziwego, jak słowne tłumaczenia prezydenta dlaczego zawetował ustawę o emeryturach pomostowych. Wystarczyło przecież powiedzieć - panie przewodniczący Śniadek, melduję wykonanie zadania i byłoby po sprawie. Byłoby prawdziwie i jak zwykle - zadanie na polecenie zostało wykonane. Na dodatek w tłumaczeniu przywołano wszystkie wysokie kwalifikacje prezydenta jako specjalisty nie tylko od prawa pracy, ale także od ubezpieczeń. Być może prezydent te kwalifikacje nabywał jeszcze w okresie PRL i nie zauważył, że jednak czas nieco się zmienił. Nie ma co zajmować się uzasadnieniem tego weta, jest ono  wyłącznie polityczne. Gdyby prezydent lub jego doradcy, ze słynnym panem Wypychem - nieudanym byłym prezesem ZUS, mieli jakie takie pojęcie o systemie emerytalnym i odrobinę poczucia odpowiedzialności, tego weta by nie było.  Najwyżej jakiś jeden czy drugi przepis zostałby zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego, gdzie pewnie i tak by się ostał, jako zgodny z konstytucja, bowiem TK już emeryturom się przed laty przyglądał.

Na razie wszystko jest jasne: im bardziej będzie kurczyło się polityczne zaplecze prezydenta, im bliżej będzie wyborów, bardziej będzie praktykowany ten rodzaj polityki, którą ktoś określił jako “sakralną”, bo oto każda grupa, która jest z czegoś niezadowolona zanosi modły błagalne o weto do prezydenckiego pałacu, a prezydent w swym niezmierzonym miłosierdziu próśb wysłuchuje. Mamy pokaz wyjątkowego rozchodzenia się słów i czynów - im więcej słów o miłości Ojczyzny, o patriotyzmie, interesie państwa, tym więcej konkretnych działań podejmowanych wyłącznie w interesie wąskich grup społecznych.

Teraz przyszła oczywiście pora na SLD i będziemy świadkami kolejnego pojedynku Napieralski - Olejniczak. Wszak już wynegocjowano z SLD porozumienie w sprawie nauczycieli i rzecz nawet wspólnie obaj panowie wspólnie ogłosili, żeby nie było, iż ktoś pierwszy pobiegł przed kamery. Napieralski nie byłby jednak sobą, gdyby nie próbował pokazać, jaki jest ważny i kto trzyma wszystkie asy. Do gry wejdzie jeszcze być może Jerzy Szmajdziński, bo poczuł już buławę w plecaku. Wszak sam prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział, że byłby dobrym kandydatem na prezydenta (mówił to zresztą już wcześniej, jeszcze przed poprzednimi wyborami, ma najwyraźniej słabość do Szmajdzińskiego). Chyba że stanie się cud i SLD nagle dotrzyma danego słowa, ale trudno w to uwierzyć. Jaka partia mając takie pole gry, jakie otworzył obecnie prezydent, nie chciałaby więcej? Na dodatek partia, która nie chce pozwolić, by prezydent wszystkich protestujących wziął pod swoje skrzydła, bo przynajmniej na jakąś ich część też ma ochotę?

Los emerytur pomostowych jest więc niepewny. Pewne jest tylko, że pracujący zapłacą za niewydolny system emerytalny, za niedokończoną reformę. Jakoś jednak nikt nie pochyla się nad pracującymi.  Może to weto nie okaże się zresztą tak kosztowne, może za jakiś czas będzie kolejna ustawa, na przykład ta przygotowana pod opieką Ludwika Dorna jako wicepremiera w rządzie PiS, w której emerytury pomostowe miało dostać tylko ok. 150 tys. osób (ciekawe, że PiS jak ognia unika tego tematu i dziś Gosiewski peroruje, że zawetowana ustawa jest niesprawiedliwa, bo ludziom dotychczasowe emerytury się należą, a sam odpowiadał za ich ograniczenie).

Najgorsze w tym wecie nie jest też zepsucie zaplanowanego przed laty systemu, ale nieustanne stwarzanie klimatu, że wszystko się od państwa należy (nie zauważając, że państwo to jednak także pracujący i płacący podatki), a nawet jak się nie należy, to prezydent i tak się zaopiekuje, a jeżeli nawet ta opieka nie będzie skuteczna, to przynajmniej zrobi rządowi na złość. Nie daliście mi samolotu, to ja wam nie dam ustaw, nie podpiszę. Takie mam prawo i już. To jest fantastyczny dialog polityczny, debata na rzeczywiście najwyższym poziomie. Teraz pora na weto wobec ustawy o służbie cywilnej, by ochronić PiS-owski zasób kadrowy, tę ostatnią legię IV RP. No i nie będzie już żadnej reformy emerytur mundurowych. Może w ogóle - jak to mawiał słynny ongiś kandydat Kononowicz - niczego już nie będzie?

***

Bardzo długo nie umieszczałam wpisów na blogu, biję się w piersi i dziś mam poczucie, że odpowiadanie na wiele Państwa wpisów też mijałoby się z celem. Trzy tygodnie to w polskiej polityce, zwłaszcza uprawianej na odcinku samolotowo - podróżniczo - awanturniczym, to cała epoka. Wiele się wyjaśniło w kwestii gruzińskiej i sami Państwo to zauważyli i omówili. Pozwolę więc zauważyć sobie dość celne pytanie Bernarda, czy AWB to idioci, czy agenci KGB? Przychylałabym się do dość smutnej opinii, że raczej idioci, chociaż nie formułowałbym tego aż tak ostro. Faktem jest, że ten pierwszy niby raport oparty był wyłącznie na białym wywiadzie, czyli jak rozumiem na czytaniu prasy, co oznacza, że chyba nie mamy szpiegów tam, gdzie trzeba, a powinniśmy ich mieć. Państwo, w tym gabrielpiotr mylili chyba dwa raporty - ten, który powstał w nowym centrum antyterrorystycznym i ten napisany pod kierunkiem ministra Cichockiego. Ten Cichockiego był już poważniejszy. Ten pierwszy znam z omówień i nie wiem, czy wiernych (jakoś mało wierzę w słowo drukowane przez niektóre gazety). W sumie jednak stan polskich służb specjalnych jawi się jako wyjątkowo mało interesujący i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak bardzo fascynują one polityków. Politycy, a przynajmniej ich część, uważają, że to służby wszystkim kręcą, a one nawet z dość prostym raportem mają kłopot.

Nie zauważyli Państwo natomiast ujawnienia raportu pani minister Pitery, albo też byli Państwo wyjątkowo wyrozumiali i chcieli spuścić zasłonę milczenia na tę kłopotliwą sprawę. W każdym razie stało się jasne, dlaczego premier nie odwołał szefa CBA, Mariusza Kamińskiego. Nie wyjaśniło się jednak, dlaczego ten dokument miał być tajny. Chyba, aby uniknąć kompromitacji pani minister.

Jeśli idzie o prezydenckie weta, to szestow wkleił mi tekst Wajraka (znałam go wcześniej) popierający je. Otóż, mimo kilku głosów przeciwko Wajrakowi, ja tylko w sprawie tego weta mogłabym się zgodzić z prezydentem. Sporo słuchałam i czytałam na ten temat i jakoś nikt nie przekonał mnie w pełni do swoich racji. Jestem więc za, a nawet przeciw. Z jednej strony, podobnie jak urbaniści opowiadający się za wetem uważam, że może powstać straszny bałagan urbanistyczny, gdy nie ma planów zagospodarowania przestrzennego, z drugiej, gdy widzę te grunty rolne w centrum Warszawy, diabli mnie biorą. Nie wiem, jaki kraj, jaka stolica pozwoliłaby by sobie na takie marnotrawstwo i potencjalną korupcję. Prezydent sprawił przecież, że pozostało w mocy prawo niezwykle korupcjogenne - tak nam przynajmniej tłumaczyło to PiS, montując tak zwaną aferę gruntową.

Przy okazji, szestow twierdzi, że świadka w sprawie Wałęsy, czyli odnalezionego funkcjonariusza Graczyka uśmiercił Sąd Lustracyjny. Otóż raczej Rzecznik Interesu Publicznego, pan Nizieński lub UOP pod dowództwem płk. Nowka, bo to oni dostarczali dokumenty do sądu i chyba RIP powinien był sprawdzić, czy świadek żyje, a nie sąd.

Paolo zwraca mi uwagę, że zamiast wojewodzina, bo to oczywiście żona wojewody, powinno być - pani wojewoda. Nie wiem, jak powinno być, bowiem w damskim towarzystwie obyczaje się zmieniają i coraz częściej słyszę, że w ramach równouprawnienia może być wojewodzina. W każdym razie nie używam jeszcze, choć też z wolna staję się feministką, gdy obserwuję politykę w wydaniu panów, określenia “ministerka” zamiast “pani minister”, a były już panie minister, które pisały sobie, że są ministerkami.  Nie wiem więc, czy nie jest tak, że to Paolo nie nadąża za głębokimi zmianami obyczajowymi.

AWwz53 - nie piszę o ustawie o metropoliach z nie powodu jakiegoś szczególnego umiłowania metropolii warszawskiej i warszawskiego centryzmu, ale dlatego, że projektu nie ma. Jest w konsultacjach z samorządami i nie mogę się dowiedzieć, co w końcu będzie proponowane. Faktem jednak jest, że cechy metropolii ma tylko Warszawa, wedle przyjętych w UE standardów, a gminy już teraz mogą się łączyć w związki i tworzyć coś na kształt metropolii. Nie wiem, czy ustawa jest potrzebna. W ogóle uważam, że ta cała reforma samorządowa i administracji jest słaba, bo wiele tu do zrobienia nie ma. Może trzeba byłoby ograniczyć liczbę powiatów, ale na to nikt nie ma siły i woli politycznej.

O wystąpieniu ministra Sikorskiego na uroczystościach noblowskich mam podobne zdanie jak Lex. Nie podobało mi się. Zwykle nieco usprawiedliwiam Sikorskiego, bo jak z kogoś bez przerwy robi się ruskiego agenta, to rozumiem naturalną pokusę, by się odciąć, ale jednak mógł sobie oszczędzić. Ciekawe tylko, dlaczego od razu pomyślano, że mówił o Kaczyńskich? Ja początkowo odebrałam to jako atak na Cenckiewicza, Gontarczyka i IPN. Było to dla mnie nawet jakoś oczywiste, dopóki wszyscy nie zaczęli, że to o braciach. Może zgrzeszyłam naiwnością.

Marku Piegusie - fakt, że blog od czasu do czasu zalewa trochę chamstwa przyjmuję z dobrodziejstwem internetowego inwentarza. Podobno tak ma być. Nie przejmujmy się i róbmy swoje. Nie wszystkie wpisy trzeba czytać. Nad chamstwem przechodzę do porządku dziennego, przerywam czytanie, bo po dwóch zdaniach wiem, co będzie dalej.

Ciekawa jest ankieta Owala40 - kto w Polsce rządzi? Zaczęłam się zastanawiać, analizować różne sytuacje i myślę, że chyba bym się opowiedziała za znakiem zapytania, czyli za ostatnią pozycją. Ciekawa jestem opinii Państwa.

Heleno, znęcanie się nad posłanką Kruk trochę mnie raziło, co nie znaczy, że akceptuję ej zachowanie. Podziwiałam jednak, jaką odpornością wykazało się PiS, żadnej refleksji i to jest gorsze niż promile posłanki Kruk. Ponadto zwracam uwagę, że posłowie w hotelu mieszkają, spędzają dużo czasu i nie widzę powodu, by sobie nie wypili po pracy (przypadek Kruk inny, bo to było w pracy). Nie bądźmy przesadnymi purystami czy wręcz hipokrytami.

Blaise, trafne uwagi na temat polityki wschodniej. Dzięki. Swoją drogę wykonujemy różne gesty, na przykład uchwalenie Karty Polaka, a potem są kłopoty z posłami polskiego pochodzenia do parlamentu litewskiego. Z niecierpliwością czekam, kiedy nasz prezydent poprosi swego przyjaciela prezydenta Adamkusa, by się tą sprawą zajął. Myślę, że kilka zdań Adamkusa rozwiązałoby problem. Może prezydenci już się nie przyjaźnią, może Lechowi Kaczyńskiemu został już tylko Saakaszwili?

Dobre pytanie Sławka - może prezydent nie ma już nic do stracenia, może chce tylko przejść do Historii? Myślę, że ma jeszcze do stracenia drugą kadencję i zanim przejdzie do Historii, chciałby ją zaliczyć. Może nawet byłby wtedy prezydentem wszystkich Polaków, a nie tylko niektórych?

Leszku, prezydent od dawna uważa i mówi o tym publicznie, że w Polsce jest rosyjska V kolumna i może nawet Sikorski mieści się w pierwszym szeregu. Podejrzewam, że Pan i ja też jesteśmy gdzieś w niej, choć może w dalszych szeregach. Ciągle przecież słyszymy jakieś niedomówienia o lobby prorosyjskim. W niejednoznacznym formułowaniu myśli przez braci Kaczyńskich to sformułowanie jest akurat wyjątkowo jednoznaczne.

wpawlow - mam nadzieję, że głosowania w “Puszce” nie są manipulowane, nigdy się tym nie interesowałam, nie wiem nawet jak telewidz może uruchomić maszynę do głosowania, o czym Pan pisze. Zainteresuję się tym, gdyż zaczęło to intrygować także mnie.

Olek51 wpisał wielką pochwałę prezydenta Klausa, że jemu Czesi zawdzięczają jakoby bezbolesną transformację. Otóż mam zdanie zupełnie odmienne. Klaus to mistrz politycznego marketingu. Słynna “kuponowka” nie była żadną prywatyzacją, ale każdy miał w domu kupon z podpisem Klausa i przekonanie, że mu wiele zawdzięcza, a potem były tylko kłopoty, bo wszystko było państwowe, albo - jak to się u nas mówi - rozdrapane przez oligarchów.

W sprawie ukarania Ziobry przez sąd (słusznie Lex zwraca nam uwagę, że został ukarany, a nie skazany) mam o wyroku dobre zdanie. Wcale nie uważam go za zbyt surowy. Wysokie stanowisko musi się wiązać z wyjątkową odpowiedzialnością za słowo. Czy zresztą ktoś rozliczy Zbiorę ze spadku liczby przeszczepów i z zapaści transplantologii? Nie wiedziałem, że Grzegorz Miecugow tak się za Ziobrą ujął. Widocznie jest bardziej ode mnie wspaniałomyślny. Ja byłabym nawet za karą surowszą, czyli mieszczę się w ogólnym postulacie PiS surowego karania.

Dodano: 16 Dec 2008

Gruzińska wyprawa

Nie jest niczym zaskakującym, że prezydent Kaczyński wybrał się na obchody rocznicy “rewolucji róż” do Gruzji. Wiadomo, ten kraj jest jednym z filarów, na których prezydent buduje swoją politykę wschodnią. Mimo afrontu, jak uczynił naszemu prezydentowi jego gruziński kolega, kiedy to nie przyszedł na słynną galę do Teatru Wielkiego, pozostaje on ważnym sojusznikiem, zwłaszcza gdy inni mu się wykruszają. Dziś na gruzińskie wyprawy nie pisze się już prezydent Litwy, mimo że to ten kraj do końca protestował przeciwko wznowieniu rozmów Unia Europejska - Rosja, nie piszą się szefowie państw nadbałtyckich, którzy w lecie nie mieli większych wątpliwości, by wylądować w Tbilisi.

Wszystko inne w tej wyprawie jest jednak zaskoczeniem. Nie rozumiem, po co Lech Kaczyński wybierał się na granicę gruzińsko - osetyńską, skoro wiadomo, że tam jest niebezpiecznie. Nie wiadomo, czy ktoś z jego urzędników próbował mu ten pomysł wyperswadować patrząc nieco dalej, a więc, jakie mogą być implikacje, gdyby się coś wydarzyło. Nie bardzo zresztą wiemy, co się wydarzyło, oprócz tego, że strzelano. Opis samej wyprawy zdumiewa. Pomysł rodzi się podobno na miejscu, zmienia się trasę, przodem wysyła się autobus z dziennikarzami, na miejscu są już jacyś żurnaliści gruzińscy. Najwyraźniej nikt prezydentów nie ochrania. Na zdjęciu publikowanym we wszystkich gazetach Lech Kaczyński stoi ściskając w ręku telefon komórkowy, obok prezydent Gruzji, wokół którego przywykliśmy widzieć kordon ochroniarzy, a teraz jakby ich nie było. Jakiś kompletny brak profesjonalizmu, wręcz popis amatorszczyzny. Pomijając natychmiastowe stwierdzenie Lecha Kaczyńskiego, że on wie, iż strzelali Rosjanie, nikt nic nie wie.

Osetyńskie KGB przyznaje się do zatrzymania konwoju, Rosjanie mówią o prowokacji, niektóre zagraniczne media - wręcz o zamachu na polskiego prezydenta (w czyim interesie ten zamach? Rosji? A niby dlaczego?) i powstaje coraz większe zamieszanie. Unia Europejska zachowuje się zresztą powściągliwie i nie reaguje na wezwania naszego prezydenta do natychmiastowej reakcji (jakiej?). Nie bardzo zresztą wiadomo, czy ta wyprawa była uzgodniona z polskim MSZ, czy też była wyprawą prywatną, czy natychmiastowe oskarżenie Rosjan przez Lecha Kaczyńskiego było skonsultowane z MSZ, czy było naturalnym odruchem (prezydent powinien być rozważny, nawet w naturalnych odruchach). Wszystko tonie w bałaganie sprzecznych oświadczeń i wypowiedzi. Być może jakieś śledztwo rzecz całą za jakiś czas wyjaśni, kto kogo chciał wciągnąć w jakąś międzynarodową awanturę, a może wszystko było dziełem przypadku, który polityką rządzi częściej niż się nam wydaje.

Ja jednak, bez względu jak oceniam ten incydent, bardzo zainteresowana jestem - i to już od dłuższego czasu - nieco inną kwestią. Na ile nasz prezydent interweniuje u swojego gruzińskiego kolegi w sprawie jego relacji z opozycją, a zwłaszcza dławienia tej opozycji. Faktem bowiem jest, że opór przeciwko prezydentowi Saakaszwilemu w Gruzji narasta i nie jest to jakaś prorosyjska opozycja. To jest opozycja rozproszona, ale zdecydowanie antyrosyjska, uważająca natomiast, że obecny prezydent bardzo daleko odszedł od standardów demokratycznego państwa. Ciekawe, czy Lech Kaczyński napomina go, aby na drogę demokracji wrócił? Dotychczas sukces w tej mierze miał jedynie Adam Michnik, który poprzez swoje rozmowy doprowadził do czasowego zaprowadzenia pluralizmu w mediach. Warto tę linię kontynuować, zwłaszcza gdy tak często, właściwie na każdym kroku Lech Kaczyński odwołuje się do solidarnościowych korzeni. Pięciolecie rewolucji “czerwonych róż” było to tego znakomitą okazją. Byłoby to lepsze niż nocne wyprawy w nieznane, których skutków nie da się przewidzieć. Wypada jedynie mieć nadzieję, że ich po prostu nie będzie, a incydent zostanie szybko zapomniany.

***

Ze spraw innych nie mogę sobie odmówić kilku zdań na temat ks. Isakowicza Zaleskiego i jego zamiaru zwrócenia “Tygodnikowi Powszechnemu” Medalu św. Jerzego. Zasłużony tygodnik dał się porwać zupełnie mu przez lata obcemu nurtowi prolustracyjnemu i księdzu Isakowiczowi medal przyznał. Ten teraz chce go zwrócić, gdyż nie odpowiada mu podobno towarzystwo innych laureatów, Adama Michnika, Tadeusza Mazowieckiego i biskupa Pieronka. A gdy przyjmował, to mu odpowiadało? Obie strony wpadły w pułapkę. Tak to już jest, gdy wykonuje się gesty, które żadnej ze stron nie przystoją. Ksiądz. Zaleski jest bohaterem “Gazety Polskiej” i do “TP” po prostu nie pasuje. Po co “TP” wpisał się w prolustracyjny front, łamiąc długoletnią tradycję powściągliwości wobec esbeckiech teczek, tego nie wiem. Ale wiem, że nie wyszło mu to na zdrowie. Po prostu ma nieprzyjemny kłopot.

***

Zebrało się bardzo dużo korespondencji, bo też ostatnio pisuję na blogu rzadziej (chroniczny brak czasu, ale też miałkość życia publicznego zniechęca do komentowania), za co przepraszam, ale cieszę się, że mimo to dyskusje trwają. Ostatnia o neoliberalizmie bardzo ciekawa. Gdy idzie o poszczególne wpisy - odpowiem na kilka.

NTAPN01 pyta, jak można zostać dziennikarzem opiniotwórczej gazety nie czytając Wańkowicza. Otóż, jak widać, można. Wańkowicz pewnie był lekturą mojego pokolenia, dziś na ogół czyta się w redakcjach “Fakt” lub “Super Express”. Na to wskazuje postępująca tabloidyzacja prawie wszystkich mediów.

Magrud w ramach poszukiwania dobrych rozwiązań dla lewicy postuluje, aby część dawnych działaczy SLD dostała “kopa w górę” do Parlamentu Europejskiego. Podobno tak ma być. Słychać, że wyeksportowani mają zostać Janusz Zemke, Witold Gintowt - Dziewałtowski, a nawet Wojciech Olejniczak (podobno, dlatego Napieralski dał sobie spokój z jego odwoływaniem). Czy jest plan realny? Nie bardzo w ogóle wiadomo, jaka lista powstanie, czy będzie to lista wspólna pod patronatem Cimoszewicza bez logo SLD, ile procent zdobędzie i kto się dostanie. Na razie wszystkie inicjatywy lewicowe są więcej niż rachityczne. Obserwuję je z bliska i nie widzę w nich jakieś siły, wiary w powodzenie. Uważam zresztą, że pozbywanie się dobrych i bardzo doświadczonych posłów (jak na przykład Zemke) jest nierozsądne. Młodzież musi się jeszcze sporo nauczyć i musi mieć od kogo się uczyć. Jednak pomysł, by Olejniczak startował do PE nawet mi się podoba. Jest młody, zdobędzie doświadczenie zagraniczne i jeżeli wróci do polityki krajowej, to już w zupełnie innej, miejmy nadzieję wyższej klasie.

Bernardzie, czytałam nie tylko oświadczenie posła Górskiego w całości, ale także wiele innych oświadczeń (mam w ogóle zwyczaj czytania stenogramów), bo to bardzo ciekawy materiał. Więcej mówi o parlamentarzystach niż ich oficjalne wystąpienia. Dlatego napisałam poprzednio to, co napisałam. Z innych spraw - nie wiem skąd ma Pan wiedzę lub przekonanie, że Tusk chce skasować publiczną służbę zdrowia. Ja mam wrażenie przeciwne. NFZ ma się dobrze, ma dużo pieniędzy, finansuje coraz więcej świadczeń, zaś forma własności świadczeniodawcy mnie zupełnie nie interesuje. Ponadto zniesiono podatek Religi, z którego idące w miliony złotych pieniądze leżały na koncie NFZ i nie można go było wykorzystać, gdyż uchwaloną ustawę, której nie dało się wykonać, czyli wykonano działanie pozorne. Teraz błąd naprawiono. Może reforma czy zmiana proponowana przez rząd jest zła, tego nie wiem, ale nie prowadzi do żadnej kasacji. Przy okazji, Bernardzie, czy nie uważa Pan, że pani Gęsicka jakoś wypadła z roli krytycznego eksperta i przeszła na stronę partyjnej propagandy? Szkoda, gdyż to podważa jej wiarygodność. Pani Kluzik - Rostkowskiej udaje się zdecydowanie zachować proporcje między partyjną lojalnością a zdrowym rozsądkiem. Bardzo ją za to cenię.

Vanelle - o występach posła Wenderlicha będę już milczeć. Wystarczy, że on sam mówi.

Jean Paul oburzył się, że takie zero jak Janusz Lewandowski ośmiela się krytykować Stiglitza. Każdy ma prawo krytykować i Stiglitza, i Lewandowskiego, ale ani jednego, ani drugiego nie można nazywać zerem.

Blaise - nie widzę możliwości zmian w konstytucji, choć na przykład pomysł senatora Piesiewicza, aby komisje śledcze usytuować przy Senacie, gdzie walka polityczna nie ma w sobie takiego ognia, wydaje mi się rozsądny. Będziemy jednak żyć z rozwiązaniami często nierozsądnymi. Gdy idzie o sejmowe wystąpienia J. Kaczyńskiego, też uważam je za interesujące, choć z drugiej strony rozczarowujące. Za dużo starych melodii. Podobnie jak w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej”. Najwyraźniej w tym wielu trudno już dokonać rachunku sumienia i przyznać się do jakiegokolwiek błędu. Trzeba już brnąć dalej.

Roman56PL - dzięki za ciekawe spostrzeżenia z kampanii Obamy. Dla kontrastu z niektórymi z nich powiem jednak, że ja jestem pod wrażeniem jego książki “Odziedziczone marzenia”. W tym kontekście niektóre Pana uwagi są mało przekonujące, ale jak będzie, oczywiście zobaczymy.

Bardzo dużo państwa wpisów odnosiło się do programu “Teraz my”. Dyskusję rozpoczął Sebastian i właściwie wszystkie opinie były podobne, że był to raczej czarny niż jasny dzień polskiego dziennikarstwa. Podzielam ten pogląd i jest mi przykro - tym bardziej, że sama broniłam autorów po programie z taśmami Renaty Beger, a nawet na blogu napisałam, że powinni zostać dziennikarzami roku. Teraz myślę o zupełnie innym tytule.

Nawiązując do wpisu Peacemana, który uważa, że gdyby to dotyczyło polityka PIS, to wszystkim by się podobało, odpowiem, że mnie by się nie podobało. Podobnie, jak nie podobają mi się ataki na posłankę Kruk, że wypiła. Ma problem, to oczywiste. Każdy, kto bywa w Sejmie, może to zobaczyć. Widziałam bardziej pijanych posłów, nic nie jest w tym gmachu tajemnicą. Kwestia taśm Beger to było pokazanie zjawiska politycznego, o którym wszyscy wiedzieli, ale wcześniej nie pokazano tak dokładnie całej jego obrzydliwości, chociaż posłów dających się przekupić już w poprzednich kadencjach nazywano mało elegancko, na przykład “ściekiem”. Sprawa Drzewieckim była inna, także i dlatego, że widzom próbowano zrobić wodę z mózgu. Rozmawiałam z adwokatami znającymi procedurę amerykańską i twierdzą, że nie było żadnego krzywoprzysięstwa. Nie można polskiej procedury przymierzać do amerykańskiej. To w rzetelnym programie powinno być wyjaśnione, ale wtedy może nie byłoby programu.

Belfer, dzięki za radę w sprawie przymiotników. Czasem to moja wina, czasem niestety także programu w komputerze, który lubi mnie dezorientować, podkreślając czasem jakieś błędy raczej urojone. A może słownik jest stary?

Dodano: 24 Nov 2008

Poseł nie przypadkowy

Wielkie oburzenie wywołał poseł Artur Górski swymi wypowiedziami na temat prezydenta elekta, Baracka Obamy. Większość w PiS zaczęła się odcinać, ale gwałtowne odcięcie się nastąpiło dopiero wówczas, gdy inni już tę wypowiedź potępili. W końcu doszło do tego, że być może poseł będzie miał jakąś partyjną sprawę dyscyplinarną. Otóż powiem, że mnie wcale poseł Górski nie zdziwił, i to nie dlatego, że w oświadczeniach, poza czasem antenowym, posłowie z reguły mówią o tym, co im naprawdę w duszach gra, składają deklaracje polityczne i ideowe, często doprawdy zdumiewające, czasem mówią wierszem, czasem wyznają wiarę. Występy posła Górskiego też bywały mocno oryginalne, by przypomnieć słynną akcję na rzecz koronacji Chrystusa Króla.

Przy okazji warto jednak uświadomić sobie, że poseł Górski nie jest jakimś tam nieznanym parlamentarzystą z tylnych rzędów, jak to się teraz usiłuje przedstawić, najwyraźniej w ramach okoliczności łagodzących. Jest raczej parlamentarzystą ze środka partyjnych szeregów. W poprzedniej i tej kadencji przedstawiał stanowisko PiS w wielu ważnych kwestiach, choćby odnoszących się do służby cywilnej czy administracji państwowej. Można nawet powiedzieć, że jest dla PiS dość reprezentatywny, zresztą powołał się na kolegę, który myśli podobnie (przestraszony kolega zaprzeczał, ale nie ma powodu, by posłowi Górskiemu nie wierzyć). Wydaje się, że podobnie myśli spora część nie tylko PiS. To jest skutek ewolucji, jaką przeszła partia Jarosława Kaczyńskiego. Zjadając prawicowych radykałów, sama się tym radykalizmem mocno zaraziła. Ten nurt myślenia obecny jest także wśród tych, którzy są dziś na marginesie politycznym, a związali się w przeszłości z LPR i Radiem Maryja. Mają swoje media, w których głoszą podobne poglądy.

Przedstawione przez posła Górskiego poglądy mieszczą się nurcie, który wprawdzie w PiS nie dominuje, ale jest obecny. Podobnie jak obecny jest w innych krajach, także w Stanach Zjednoczonych.  Właśnie media doniosły, że republikański kongresmen z Georgii, Paul Broun uznał, że prezydent elekt gotów jest ustanowić siły bezpieczeństwa na wzór Gestapo. No cóż, nie od dziś wiemy, że wielu amerykańskich polityków, podobnie jak polskich, wiedzą nie grzeszy, zapewne należy do nich także kongresmen z Georgii, który nie ma zielonego pojęcia, czym było Gestapo i uznał, że postawił trafną diagnozę. Zapewne poseł Górski też nadal uważa, że trafnie ocenił Obamę i dlatego przeprosił nie za swe poglądy, które ma najwyraźniej ugruntowane, ale za “zamieszanie medialne”, które powstało po jego wypowiedzi. Zresztą mógł sądzić, że wszystko jest w porządku. Prowadzący obrady, mocno znużony i znudzony wicemarszałek Jerzy Szmajdziński nie zareagował, powiedział bez sensu, coś w rodzaju, “oby nam się żyło lepiej, wszystkim” i nie bardzo wiadomo, do czego czy do kogo to zdanie się odnosiło. Koledzy początkowo też nie potępiali, dopiero ów “szum medialny” spowodował, że zaczęli się ścigać w wybieraniu możliwych kar dla swego kolegi. Nie wydaje się, by poseł został jakoś szczególnie surowo ukarany. Górski to nie Dorn, który podpadł prezesowi. Za samodzielność myślenia w PiS się karze, co będzie ze zbytnią oryginalnością poglądów, zobaczymy.

Dzięki zamieszaniu z posłem Górskim upiekło się innym, w tym przede wszystkim prezydenckim urzędnikom, z których każdy inaczej relacjonował, jak to prezydent elekt ofiarował naszemu prezydentowi Niderlandy w postaci pieniędzy i sprzętu na tarczę antyrakietową, by nie wspomnieć już o pośle Kurskim, który mknął w konwoju CBA do Warszawy, a w końcu, nie bez kłopotów złapany, sam sobie łaskawie wymierzył karę. Tego typu cwaniactwo jest w PiS najwyraźniej cenione, bowiem sam prezes stwierdził, że jego partia nie zajmuje się przestrzeganiem kodeksu drogowego, a więc nie ma sprawy. Podobnie jak bez nagany, a nawet z pochwałami z ust samego szefa przechodzi krętactwo prezydenckich urzędników. Oni zdecydowanie bardziej narozrabiali niż poseł Górski głoszący poglądy wprawdzie kontrowersyjne, ale przecież własne i bliskie jego środowisku politycznemu. W dodatku po godzinach, bez bezpośredniej transmisji, a prezydenccy urzędnicy specjalnie biegli do kamer, by o rozmowie Lecha Kaczyńskiego z Barackiem Obamą opowiedzieć. I na dodatek musiało wyjść, że prezydent elekt więcej powiedział prezydentowi niż premierowi. To jest po prostu priorytet prezydenckich urzędników, a reszta? Niechby był i potop.

***

Najwięcej wpisów dotyczyło lewicy i emerytur pomostowych. W tej drugiej sprawie dyskusja ciekawa.

Magrud zaczęła debatę w ich obronie bardzo emocjonalnie, ciekawe odpowiedzi pochodzą od Emilii Plater i ansie. Nie ukrywam, że bliskie mi jest stanowisko Emili Plater, uważam, że rząd, który wreszcie dopełni reformę emerytalną będzie miał wielkie zasługi. W końcu projekt nie jest taki nowy, pochodzi jeszcze z czasów wicepremiera Hausnera, za PiS emeryturami pomostowymi zajmował się wicepremier Ludwik Dorn (chciał ograniczyć liczbę do 120 tys.), potem wicepremier Gosiewski (zgodził się na prawie 300 tys. osób) i tylko podobno z braku czasu ustawy nie uchwalono. Jeżeli tylko z powodu braku czasu, to prezydent powinien ustawę podpisać.

Jeżeli idzie o wpis Magrud, to nie kwestionuję profesjonalizmu pana Guza z OPZZ w tej sprawie, ale wyżej cenię profesjonalizm prof. Wiktorow. Po prostu różnimy się w ocenie kwalifikacji. Ponadto pan Guz jest związkowcem, stroną walczącą, a pani Wiktorow ma dystans do sprawy, przez co jest dla mnie bardziej wiarygodna i zupełnie nie rozumiem odniesień do procesu Eichmanna. To jakieś czyste kuriozum. Na temat tak zwanej “błędnej polityki gospodarczej” też nie będę dyskutować. Ja nie uważam jej za błędną. Uważam, że kolejne rządy w dobrej wierze robiły, co mogły, aby kontynuować zmiany gospodarcze i nie wpiszę się w ten klimat, jaki zapanował obecnie w czasie kryzysu, że była jakaś trzecia droga, że byli mesjasze, którzy wszystko przewidzieli, że można było mniejszym kosztem społecznym itp.

Z Magrud zgodzę się w jednym - występy medialne posła Wenderlicha są kompromitujące albo po prostu groteskowe. Widziałam go w jakimś programie w rozmowie z Palikotem i to już było żenujące, ale on chyba uważał, że jest wspaniały. Recepta na lewicę - wyrzucić Kalisza, Szymanek - Deresz i może Szmajdzińskiego wydaje mi się mało twórcza, choć oczywiście dziennikarsko ciekawa. Na razie Szymanek - Deresz ma się jednak zupełnie dobrze, jak nie Parlament Europejski, to kandydatka na prezydenta, ale może to tylko kolejne obietnice Napieralskiego.

Widzę, że osoba Napieralskiego budzi wśród Państwa wiele emocji. Ma on swoją grupę obrońców, którzy poniewierają mną, gdyż podobno tępię Napieralskiego, a popieram Olejniczaka, jak to pisze Marek Piegus. Otóż wcale tak nie jest. Zgadzam się z Olkiem51, że nie ma prostego schematu - zły Napieralski, dobry Olejniczak. Po prostu każdy z nich ma nieco inna wizję partii na scenie politycznej. Olejniczakowi bliżej PO, a przynajmniej chciałby jakiejś selektywnej opozycyjności i to wydaje mi się rozsądniejsze niż popieranie PiS w każdej praktycznie sprawie. Napieralski ma więcej woli walki, ale brak mu wiedzy i dojrzałości (tej ostatniej brakuje zresztą obu). Akurat wbrew temu, co pisze Olek51 - Napieralski dość dobrze porozumiewa się z marszałkiem Komorowskim, a zdecydowanie gorzej z pozostałymi politykami PO. Rzecz jednak nie w tym, aby się dobrze z kimś porozumiewać, ale aby wiedzieć, o co chodzi. Gdzie się podziały te pomysły antyklerykalne, walka o prawa i wolności, jak ma się dokonać ta jedność lewicy, o której tyle się mówi? Jakoś o tych sprawach niewiele słychać, na razie każdy chce sfotografować się z Cimoszewiczem, jakby to on mógł lewicę, czy centrolewicę (o centrolewicy mówi już nawet Napieralski) uratować.

Trafny wydaje mi się wpis Sawy o żubrach lewicy, które chcą tylko dostać się do Parlamentu Europejskiego. Generalnie nie widzę w tej chwili żadnego pomysłu, co robić, wyjąwszy potyczki personalne i nadmiar takiego prostego, by nie powiedzieć - prostackiego pragmatyzmu. Jeżeli w samym SLD zaczyna się mówić, że może lepiej byłoby wybrać Szmajdzińskiego, to dla mnie nie jest to żaden pomysł.

Na pytanie Romana 56PL, czy sytuacja lewicy sięgnęła dna, nie odpowiem, ale wydaje mi się, że jednak SLD musi się jakoś przeobrazić, że sam ten szyld i wiara, że on lewicę poniesie już nie wystarczy. Ponadto, jeżeli dno, to może być już tylko lepiej.

Nie zgadzam się tropami Bernarda, który znów o PZPR, to dziś ślepa uliczka. Nie zgadzam się, że SLD jest nikomu niepotrzebny, Cynicznie powiem, że na przykład przydałby się PO do odrzucania prezydenckiego weta, a mniej cynicznie, ze gdyby była jakaś trzecia siła - wiele spraw wyglądałoby inaczej. Taka polaryzacja na dwa walczące zaciekle obozy jest niszcząca, zwłaszcza przy naszej niskiej kulturze politycznej. SLD to jest dziś pod kierownictwem Napieralskiego partia zarówno starszego aparatu, jak i bardzo pragmatycznej młodzieży, takiej samej jak w innych partiach. Myślę, że ta pragmatyczna młodzież, czy też ogólnie rzecz biorąc nowe pokolenie dorastających liderów, jest we wszystkich partiach takie samo. Mogą należeć do różnych partii, ale często te wybory są po prostu przypadkowe, a nie ideowe.

Nie zgadzam się też oczywiście ze Stefanem, że lewicą nie warto się zajmować. Warto, bo to jest grupa prawie 50 posłów, sporo wartościowych polityków i różne środowiska, które w końcu chyba jakiś projekt pokażą. Ja uważam, że bez posłów SLD i innych formacji lewicowych, a także bez Demokratów ten Sejm byłby znacznie uboższy, nie tylko politycznie, także merytorycznie.

Leyte kilkakrotnie przesłała (przesłał?) mi jakiś tekst Matki Kurki o Michniku. Pouczające, bo to czysty bełkot, a podobno to jakiś dobry blog ta Matka Kurka. Wnosząc z bełkotu o Michniku - czytać nie warto.

Dzięki też Teresie Stachurskiej za list do premiera skierowany przez “statystycznego Polaka”. Nie wiem na ile on jest “statystyczny”, ale w liście pomieszanie z poplątaniem i jakieś niesłychane emocje. Chyba za dużo oglądania telewizji.

Ciekawy problem porusza manna pisząc o zbyt krzywdzących i zbyt uogólnionych sądach o polskich politykach i tej pogardzie, jaką darzy ich, zwłaszcza ten młodszy lub zupełnie młody świat dziennikarski. O tym pisze też Marek Piegus. Mnie wyjątkowo razi ten protekcjonalny ton, że politycy głupi, a dziennikarz, który dopiero dostaje mikrofon do ręki taki niesłychanie mądry i wszystko wie najlepiej. Zwłaszcza zaś wie, że politykowi trzeba wyłącznie dokopać. To jest nieznana maniera, która się niestety upowszechnia. Wyjątek, publiczna telewizja o prezydencie. Rzadko oglądam, ale ostatnio, w dniach kompromitacji prezydenckich urzędników w związku z rozmową z Obamą akurat oglądałam. W ogóle nie wiadomo, o co chodziło w przekazywanych informacjach, tak były wymyślnie “skonstruowane”, że wyrażę się oględnie i nie użyję bardziej wyrazistego słowa.

Dodano: 12 Nov 2008

 
 
<