Zawieszeni na wizerunkach
Co się będzie nosić w tym sezonie politycznym? Wnosząc z rozmaitych zapowiedzi, w modzie będą przede wszystkim wizerunki. Prace nad zmianami wizerunków trwają od dawna i teraz zapewne zobaczymy efekty.
Jako pierwsze nowy wizerunek ma nam pokazać PiS. Po intensywnych szkoleniach w tej partii wytypowano grupę, która ma mieć wizerunek uwodzicielski dla nowego wyborcy, którego oczywiście trzeba pilnie pozyskać, bo przecież idą wybory, na razie do Parlamentu Europejskiego, ale jednak wybory. Na nowy wizerunek mają się złożyć takie osoby jak Jacek Kurski, Paweł Kowal, Elżbieta Jakubiak, Aleksandra Natalli - Świat, Jan Ołdakowski i jeszcze kilku innych działaczy. Mają natomiast zniknąć wizerunki panów Gosiewskiego (nie wierzę, aby łatwo się poddał, w końcu waleczny jest), Suskiego czy Kuchcińskiego. Nic na razie nie słyszymy o wizerunku samego prezesa, ale nie bardzo wiem, jak by można go zmienić.
Otóż z nowymi wizerunkami jest ten kłopot, że są one używane od dłuższego czasu. I co? Już prawie zapomniałam jak wygląda na przykład pan Kuchciński, a nowej jakości nie widać. Można nawet powiedzieć, że im dłużej nowe wizerunki są w grze, tym bardziej przypominają wizerunki stare, które mają pójść w odstawkę. Obok ludzi ma być jednak także program, traktujący już nie o walce z układem, bo ten temat ma słabe branie, ale gospodarczy, antykryzysowy, napisany przez wielu różnych ekspertów o rządowym doświadczeniu. Ten fakt jest pocieszający o tyle, że kto ma jako takie doświadczenie rządowe - powinien mieć mniejszą skłonność do opowiadania głupstw. Są jednak i tacy (na razie, dopóki programu nie ogłoszono, nazwisk nie wymienię, ale mam już swoich faworytów), którzy funkcje rządowe piastowali, a mówią prawie wyłącznie głupstwa. Ważny jest jednak nie tylko program, ciekawsza być może będzie praktyka opowiadania o nim. Wówczas dopiero zobaczymy, czy pieniądze przeznaczone przez PiS na wynajęcie willi w Klarysewie były inwestycją opłacalną.
Nowy wizerunek pokaże też prezydent. Przedsmak tego zobaczyliśmy już w noworocznym orędziu, gdzie pan prezydent zechciał być od wszystkich Polaków, a nie tylko od niektórych. Jeżeli jeszcze zrezygnuje z walki o wyjazdy na szczyty Unii Europejskiej, będzie szanował konstytucyjny przepis, że to Rząd prowadzi politykę zagraniczną i każdą inna, i na dodatek będzie wetował w sposób bardziej umiarkowany niż czynił to pod koniec roku. Może operacja częściowo się powiedzie, chociaż doświadczenie uczy, że bracia Kaczyńscy są sobą, gdy są naturalni, ze wszystkimi swoimi kompleksami, urazami i poczuciem misji. Sztuczność mogą przywdziać na chwilę i widać, że źle ją znoszą. Być może wraz z prezydentem wizerunek zmieni też jego otoczenie. To jest właściwie jeden z warunków zmiany wizerunku prezydenta. Nie ukrywam, że z dużą ciekawością czekam zwłaszcza na zmianę wizerunku szefa kancelarii, pana Kownackiego. Na bardziej mu przystojną, naturalną. Na razie gra nie dla siebie napisaną rolę i dziwne, że tego nie widzi.
Wizerunek zmieni też, a może jedynie go ujednolici, SLD. Po zapowiedzi wybicia zębów i stępienia pazurów Wojciechowi Olejniczakowi będzie to zapewne wizerunek pana Grzegorza Napieralskiego, który, trzeba to przyznać, też już się zmienia. Staje się bardziej rozważny, czasem nawet bardziej powściągliwy w słowach, choć bywa, że temperament go jeszcze ponosi. Na przykład wówczas, gdy zamawia u jednego lewicowego politologa, dr Chwedoruka, coś, co przedstawia jako obiektywny i ciekawy raport i wymachuje nim, jakby jakimś słowem objawionym, choć to raczej politologiczny gniot o czysto instrumentalnym, antyolejniczakowym celu.
Być może zresztą ten temperament bardziej ponosi jego młode otoczenie niż jego samego. Zapewne trzeba raz, dwa razy przegrać jakąś stawkę, aby nabrać nieco respektu dla otaczającej rzeczywistości. Jeżeli panu Napieralskiemu uda się na przykład stworzyć jedną lewicową listę do Parlamentu Europejskiego - uznam to za jego sukces. Aby tego dokonać, będzie musiał zweryfikować wiele wcześniejszych przekonań, zwłaszcza to, że jedynym ważnym lewicowym ośrodkiem jest SLD, który nie musi się niczym przejmować, bo inni i tak przyjdą prosić o miejsca na listach.
Kto wie, czy w ogólnej pogoni za nowym wizerunkiem nie weźmie też udziału też udziału PO, a już zwłaszcza premier. Ku mojemu niekłamanemu zdumieniu premier pod koniec roku często oświadczał, że największą jego porażką w roku ubiegłym była podróż do Ameryki Południowej, na ważne światowe spotkanie. Nie wiedzieć czemu wydawało mi się, że o wiele bardziej dotkliwe było skuteczne prezydenckie weto wobec ustaw o ochronie zdrowia. W końcu padła jedna z ważnych reform, która ma być teraz realizowana metodą bardziej chałupniczą. Tymczasem premier najwyraźniej myślał o owej niezbyt twarzowej czapeczce, w jaką go przystrojono, czyli myślał bardziej o wizerunku.
Wizerunek ma zmienić też telewizja publiczna. Jej twarzą nadającą zasadniczy rys wizerunkowi nie będą na razie ani pan Urbański, ani pan Siwek, ale pan Farfał wraz z panem Rudomino. Na razie ten wizerunek, zwłaszcza w mediach prawicowych, mają fatalny, ale kto wie, co będzie dalej? Lewica zresztą też tego wizerunku nie pochwala, bo przecież Farfał to wszechpolak (może były wszechpolak?), a więc lewica z natury musi demonstrować obrzydzenie do takiego właśnie wizerunku, choć być może rzeczywistego obrzydzenia nie czuje, gdyż pojawienie się ludzi praktycznie bezpartyjnych na czele mediów publicznych było postulatem w zasadzie wszystkich ugrupowań.
Panowie z TVP na nowy wizerunek muszą jednak dopiero zapracować. I tylko ludowcy, jak na partię z ponad stuletnią tradycją przystało, nic zmieniać nie muszą. Waldemar Pawlak w mundurze strażaka czy bez niego prezentuje się bardzo godnie, jego wicepremierostwo ambicje PSL zaspokaja i każda zmiana takiego wizerunku mogłaby być dla elektoratu szokiem. Tak więc ludowcy nosić się będą wizerunkowo najbardziej konserwatywnie.
***
Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne. Odwzajemniam je życząc Państwu wszelkiej pomyślności, zwłaszcza zaś tego, co jest największym życzeniem każdego z Was. Oczywiście życzę też sobie, żebyśmy się na tym blogu spotykali, nawet jeżeli zdarza mi się pisać rzadziej. Nie podjęłam jednak noworocznego postanowienia, że będę pisać częściej, gdyż nie lubię zobowiązań, których dotrzymywać się nie da. Piszę w miarę możliwości i gdy coś jest do napisania. Czasem, przyznaję, te jednodniowe sensacje, którymi żyją media, nie są w stanie wprawić mnie w taki zapał, aby usiąść przy komputerze. Także niektórzy bohaterowie mocno mnie już nudzą. Może wizerunkowo odrodzeni staną się ciekawsi?
Kadettowi dziękuję za bardzo zgrabną kolędę.
Dziecku - bessy dziękuję za link do interesującej sprawy Mielca. Tak na marginesie - od dawna jest dla mnie zadziwiająca wielka kariera pan posła Poncyliusza, zresztą bardzo sympatycznego i pracowitego parlamentarzysty, który choć bardzo się stara, to słabo pasuje do PiS. Być może dlatego czasem bierze udział w populistycznych wyścigach. Jako znawca gospodarki bywa jednak często dość bezradny. Szczególnie urzeka mnie jego ciągle powtarzana opowieść, ile to zrobił dla stoczni i że minister Grad już pierwszego dnia powinien był pojechać do Brukseli i błagać o ratunek. Podobno sam Poncyliusz jeździł i błagał. Czy wie, co mówi? Czy jest coś gorszego niż minister zupełnie nieskuteczny?
Przyłączam się do “plusa”, jakiego ministrowi Boniemu wystawił cargo, ale nie lekceważyłabym pani minister Fedak. Sądzę, że wiele opinii o niej bierze się stąd, że jest z PSL, a obowiązuje taki schemat, że jak ktoś jest od ludowców, to znaczy - niekompetentny. Pani Fedak wygląda na kobietę rozsądną, wiem, że wielu ministrów ją ceni i dziś nawet z pewnym zrozumieniem patrzę na jej bardzo kontrowersyjny występ w sprawie emerytur pomostowych dla nauczycieli. Być może dał on początek kompromisowi, który w końcu całą ustawę uratował? Nie wiem, ale nie wykluczałabym, że tak właśnie było.
Lex, zgrywus. r. piszą o TVP, która to sprawa stała się tak interesująco - bulwersująca przed samymi świętami, a także po nich. Otóż skutkiem dziwnego zbiegu okoliczności, zapewne przez kogoś podreżyserowanego stało się tak, że mamy władze telewizji najmniej partyjne, być może nawet od czasów Andrzeja Drawicza. Tematu telewizji, o czym Państwo pisaliście sporo, m. in. przeciek, nie rozwijam, gdyż na ten temat piszę w najnowszej “Polityce”, a bardzo nie lubię powtarzać tych samych tekstów. Szkoda, że umykają nam zmiany w Polskim Radiu, gdzie wprawdzie nie wszechpolak stoi na czele, ale człowiek Marka Jurka i ekipa “Christianitas” rozwija się w tym medium publicznym bardzo dobrze. Ciekawe, czy transmitowane będą msze po łacinie, jako bliskie tej grupie?
Widzę, że ciągle porusza Państwa sprawa tytułu Dziennikarza Roku dla red. Rymanowskiego, którego chyba tylko Aga wzięła w obronę. Bronicie państwo red. Pacewicza, i słusznie, bowiem stał się celem wyjątkowo chamskich ataków. Jeżeli poczyta mój blog, powinien mieć sporo satysfakcji. Dlaczego podpisałam list - już wyjaśniałam i nie mam nic do dodania. Niektórzy to wyjaśnienie przyjęli, inni nie. Trudno, czasem musimy się różnić. Nie pokładam większych nadziei, że Pacewicz czy nasz list spowodują ciekawą i jakoś tam ożywczą dla środowiska dyskusję o kondycji dziennikarstwa. Po zmianach w telewizji widać było w jak histeryczny nastrój wpadli prawicowcy (najwyraźniej przestraszeni, że ich nieco w mediach publicznych “rozgęszczą”, co zapewne nie nastąpi, choć będzie większa równowaga wśród zapraszanych polityków nie jest wykluczona), ale nie tylko. Widocznie dla wszystkich stan obecny jest wygodny, bo każdy okupuje jakąś pozycję, a zajmowanie się własnymi środowiskowymi problemami sobą też miewa uroki, bo można kogoś sponiewierać, na kogoś powylewać frustracje lub przynajmniej popisać się czymś, co (przeważnie w mniemaniu samego autora) ma być zabawne, a przy okazji dokopać temu, kogo się uznaje za politycznego wroga.
Mnie zdumiewa pewien fenomen - nie dziwię się, gdy stylistykę stanu wojennego odnajduję w tekstach tych po 60- tce. Oni ten język, te porównania, to stosowanie liczny mnogiej i różne inne chwyty mające poniżyć pamiętają. Ale skąd tak dobrze te techniki znają ludzie bardzo młodzi, którzy w życiu nie mieli w ręce “Żołnierza Wolności”? A jednak okazują się prawdziwymi mistrzami w stosowaniu tych samych chwytów, specjalizują się w takiej samej temperaturze politycznego boju. Najwyraźniej zasób propagandowych narzędzi jest mocno ograniczony i zawsze w końcu następuje powrót do “źródeł”.
Marku Piegusie, poprzednio pisząc o liście w sprawie Rymanowskiego nie mówiłam, że chodzi mi o jakąś jedność środowiska, bo to bzdura, ale raczej o uszanowanie pewnej tradycji i głosu poważnej części środowiska. Możemy oczywiście oceniać gusta i guściki tego środowiska, uznawać, że samo sobie wydaje świadectwo, głosując jak głosuje, ale nie mogę dezawuować tych, którzy kiedyś ten sam tytuł przyznali między innymi Jackowi Żakowskiemu czy mnie. Wiele decyzji dla wielu było kontrowersyjnych, choć wówczas podziały nie były tak ostre.
Mestwinus ma sporo racji pisząc o swoistej apologii “GW” w wykonaniu red. Pacewicza. Mnie też ona raziła, gdyż nie zauważył, iż dziennikarze piszący też ten tytuł zdobywali, choć oczywiście królowały telewizyjne twarze. Ja na przykład uważałam, że red. Wojciech Jagielski, właśnie z “GW”, powinien był ten tytuł zdobyć, moja redakcja go zgłaszała, ale go nie zdobył i wygrywali gorsi, ale taka uroda tego tytułu.
Katarzyna trafnie opisała syndrom “szklanych wieżowców”, czyli polityków oderwanych od rzeczywistości - to się nazywa alienacja władzy. Ja wchodząc do gmachów przy ul. Wiejskiej mam często wrażenie, że to jakiś dziwaczny statek płynący swoim własnym kursem, który tak kołysze, że po dwóch, trzech godzinach trzeba schodzić z pokładu, by się nie poddać tej atmosferze i nie zwariować.
Dobrze, że sawa przypomina, że poprzednia ustawa medialna obalona przez prezydenckie skuteczne weto wcale nie była taka zła. W ostatecznej, już uchwalonej wersji była to zupełnie przyzwoita ustawa, która padła ofiarą gier politycznych wewnątrz SLD, a także - nie maco ukrywać - początkowej arogancji PO, która uznawała, że Sojusz musi ją poprzeć. Myślę, że największą rolę odegrały jednak ambicje Roberta Kwiatkowskiego, by pognębić Iwonę Katarasińską.
AKwz53, gdybym miała wybrać odpowiedzi na pytanie mające zobrazować upadek TVP, postawiłabym na całkowity zakaz wyświetlania “Czterech pancernych”, chociaż pytanie, czy wyświetlać z komentarzem - też jest niezłe. Autor komentarza musi być jednak z IPN, i to ze ścisłej IPN-owskiej gwardii. Myślę, że zabawa byłaby niezła.
Blaise - sporo trafnych spostrzeżeń i gorzkiej prawdy na temat wystąpień publicznych Stefana Niesiołowskiego, Julii Pitery czy Michała Kamińskiego. Mnie jest szczególnie czasem przykro, gdy słucham marszałka Niesiołowskiego, którego znam od Sejmu kontraktowego i którego cenię.
Szestow jest srogi dla Palikota, a ja przeciwnie. Mam nadzieję, że Palikot się nie opamięta, ale dalej będzie walczył z hipokryzją, także wśród swoich kolegów polityków.
Sporo miejsca zajęła niektórym spośród Państwa sprawa moich czerwonych paznokci. Problem wysunął paolo, któremu się nie podobają. Przykro mi paolo, moje paznokcie są moją dumą i nic tu nie zmienię. Czasem zmieniam kolor, gdyby Pan chciał - mogę zaprezentować ciemny brąz albo ciemnoczerwoną wiśnię. I nic ponadto.
Magdo W. - dzięki za obronę, ale mój redaktor naczelny niczego mi w kwestii stroju nie nakazuje i nawet nie wiem, czy zauważa, w jakim kolorze i jakiej długości mam paznokcie. Obawiam się, że nie. Ku mojemu żalowi zresztą, gdyż pewna próżność występuje u każdego.
W kwestii zwracania się do pani Danuty Huebner per “pani Danuto” (to też problem paolo) napiszę tyle, że znamy się od bardzo dawna i nie widzę powodów, aby udawać, że jest inaczej. Tak się zresztą umawiałyśmy, że nie będzie per “pani komisarz”, tylko właśnie - pani Danuto, pani Janko. Tego starałam się trzymać.